środa, 29 stycznia 2014

Sweter w śnieżynki

Czasami znajduję ubrania w szafie, w których od dawna nie chodzę, albo mają plamę, której nie da się sprać. Szkoda mi ich wyrzucić, więc trzymam je ciągle gdzieś na dnie i mam nadzieję, że może wpadnę na jakiś błyskotliwy pomysł. Ostatnio znalazłam wkładany sweter, który kupiłam w lumpie. Wygodny i ciepły, ale taki... nijaki? Postanowiłam go troszeczkę przerobić. 

 Oto jak wyglądał na początku ->

Co mi było potrzebne:
- farby do ubrań
- nożyczki
- kartka papieru
- ołówek
- gazeta
- gąbki (zakupione w empiku, można też użyć zwykłych gąbeczek do nakładania podkładu) 




Najpierw na kartce papieru narysowałam kształt śnieżynki, który mi pasował. Znalazłam najprostszy możliwy wzór i wycięłam. Należy pamiętać, że przed naniesieniem farby należy oddzielić materiał od siebie. Najlepiej wsadzić w środek swetra/bluzki gazetę.



Następnie wylałam troszeczkę farby na malutki spodeczek i zaczęłam "stemplować mój sweter" :) 

UWAGA: farba jest bardzo gęsta i nie potrzeba jej wiele, radzę aby wylewać po troszeczku, a w razie potrzeby stopniowo dolewać, gdyż pozostały nadmiar farby nijak nie da się przetransportować ponownie do buteleczki  jest zbyt gęsta. 



Efekt końcowy:

Oczywiście jeżeli ktoś ma papier klejący to można nim sobie troszkę ułatwić życie, ponieważ kartkę mimo wszystko trzeba ciągle trzymać w miejscu. 
Po skończonej pracy należy odstawić rzecz do wyschnięcia, a następnie na lewej stronie wprasować farbę w tkaninę przez około 5min. To pozwoli jej się wchłonąć i nie zjedzie nam w praniu. Oczywiście 5 min jest tutaj minimum, gdyż moje pierwsze przygody w farbą skończyły się tak, że wzór prasowałam przez 2 min i niestety prawie cała farba zeszła z mojej bluzki :(
Po zaprasowaniu tkaniny należy "próbnie" przeprać ubranie. WAŻNE: pierzemy w temperaturze do 60 stopni! 

W najbliższych dniach pojawi się więcej moich pomysłów na przerobienie ubrań. :)

xoxo.

czwartek, 23 stycznia 2014

Sałatka z tuńczyka

Są czasem dni, gdy naprawdę "nie mam pomysłu na obiad". Przychodzę do domu i chcę zjeść coś dobrego i coś, co nie sprawi, że kolejne 30 min spędzę w kuchni. Wtedy jednym z moich pomysłów jest sałatka. Z tą zostałam już zapoznana jakiś czas temu i nie ukrywam - zasmakowała mi.



Składniki:
- jedna średnia cebula
- dwie puszki tuńczyka
- puszka kukurydzy
- majonez (ok 3-4 łyżek stołowych)
- ogórki konserwowe
- pieprz i sól





Cebulę i ogórki konserwowe kroimy w małą kostkę. Dodajemy odsączoną kukurydzę i puszki tuńczyka. Z tuńczyka odlewamy olej ale zostawiamy troszkę (tak około 1/4 oleju) żeby sałatka nie była sucha. Do tego majonez, ja zwykle daję 3 łyżki stołowe, ale tu już można wedle uznania. Doprawiamy solą i pieprzem i voilà! 

xoxo



poniedziałek, 20 stycznia 2014

Pudełeczka z obietnicami


Tak jak obiecałam, kolejny pomysł na prezent na Walentynki. Szczerze przyznaję, że mój ulubiony. :) Pudełeczko bardzo łatwo zrobić. Ja zrobiłam je na podstawie filmiku na youtube: Origami Box 

Potrzebne nam do tego dwa kwadraty wycięte z papieru. Z każdego robimy "połowę pudełeczka", jednak należy pamiętać, że kwadrat, z którego zrobimy wieczko musi być większy. Ja rozwiązałam to tak, że najpierw wycięłam dwa takie same kwadraty, a następnie z tego, który miał mi posłużyć za dno, odcięłam z każdej strony pasek o szerokości 0,5cm. :)

Po zrobieniu takiego pudełeczka ozdobiłam je serduszkiem i napisem :)


Co do środka?
Ja wybrałam, jak sam tytuł posta mówi, obietnice, czyli różne zabawne i stwierdzenia typu:
... gorącą czekoladę.
... obiad na czas.
... wypad na wakacje.
... rozmowy nocą. itd! 


Wy możecie oczywiście wybrać co innego. Ja zdecydowałam zrobić ostatecznie 4 pudełeczka, ponieważ moim celem było zrobienie tylu obietnic ile dni w roku. W pewnym momencie wypisywania takich karteczek trzeba być naprawdę kreatywnym, ponieważ pomysłów może powoli brakować. 
Moje obietnice zwinęłam mocno w rulonik i zamknęłam w pudełeczku. Nic tylko czekać na Walentynki :)

xoxo

wtorek, 14 stycznia 2014

Ceny na naklejkach

Na pewno każdy z was chociaż raz miał problem z odklejeniem naklejki z kodem kreskowym lub ceną. Czasami udaje się ich ładnie pozbyć, ale bywa też, że z każdą próbą oderwania tylko wyrywamy malutki kawałek i zostaje coś takiego:


No tak, co z tym zrobić ? Jest na to prosty sposób. Potrzebny nam będzie zmywacz do paznokci i waciki. 
Nasączmy wacik zmywaczem i wcieramy w naklejkę. Są dwie możliwości: 
a) naklejka powoli zacznie się rozpadać. Zacznie się zachowywać jak pod wpływem wody, zwijać się w małe fragmenty aż ostatecznie zniknie.
b) naklejka będzie wydawać się nienaruszona, ale to tylko pozory. Wystarczy później ją pociągnąć i schodzi bez żadnych problemów nie zostawiają kleju. 

Zmywacz w tym przypadku przydał mi się do szklanek podstawki na świeczkę. Nieproszona pamiątka zeszła według sposobu b. :)

Zmywacz nie tylko rozpuszcza lakier, ale także klej zamieszczony pod ceną lub kodem kreskowym. Tego sposobu używałam tylko w przypadku szkła i porcelany. Z wszelkiego rodzaju szklanek, kubków, słoiczków itp. schodzi bez problemu. Obawiam się jednak, że nie nadaje się on do plastikowych tworzyw, ponieważ zmywacz może i pozbędzie się naklejki, ale przy okazji zmyje kolor np. z pudełka. :)

xoxo

niedziela, 12 stycznia 2014

Kronika.

Drobnymi kroczkami zbliżają się do nas Walentynki. Uwielbiam z tej okazji wysyłać kartki i dawać prezenty tym, bez których moje życie byłoby smutne. Ale zawsze pozostaje ta jedna osoba, której prezent musi być idealny, wyrażający uczucia, jednym słowem - WYJĄTKOWY. Tak, mówię tutaj o naszych drugich połówkach. :) No właśnie, co zrobić? Jaki prezent? Kupić czy wykonać samemu? Dla mnie odpowiedź jest prosta - jeżeli robisz coś samemu to pokazujesz, że naprawdę Ci zależy. W najbliższym czasie pokażę kilka pomysłów, jeden z nich to kronika. Jeżeli masz bilety ze wspólnych wypadów, wywołane zdjęcia, kredki i trochę czasu to nie pozostaje nic jak tylko zabrać się do roboty :)

Ja swoją kronikę zaczęłam robić już w 2012 roku :)


Kupiłam najzwyklejszy zeszyt A4. Dla mnie ważne było żeby miał czyste, białe kartki, bo według mnie tak wygląda estetyczniej. Poza tym - twarda okładka! Okładka mojego zeszytu przedstawiała wrzosowisko, niby ładny widok, ale zdecydowałam, że oklejenie zeszytu zwykłym papierem nada mu "wyrazu" (jak to się robiło za starych dobrych czasów). Przy oklejaniu zeszytu należy pamiętać, aby na grzbiecie zostawić trochę luźnej przestrzeni. Ja za pierwszym razem zapomniałam i efekt tego był taki, że zeszyt się nie domykał, a jak już to papier na grzbiecie się porwał. 

Jeżeli decydujesz się na wklejanie różnych rzeczy do środka, pamiętaj aby wyrwać kilka kartek - dzięki temu zyskasz trochę miejsca, ponieważ z każdym kolejnym np. zdjęciem kronika nabiera objętości, a pozbywając się kartek przy końcowym rezultacie nie będzie wyglądała jak przeładowana :)

Na pierwszą stronę stwierdziłam, że najlepszym pomysłem będzie napisanie daty "początku związku". Co więcej, wpadłam na pomysł, żeby troszeczkę przypalić kartkę. Oto efekt: 


Dalsze strony zapełnione są wspólnymi wspomnieniami. Może ty być wszystko. Od paragonów, przez bilety z kina lub teatru, zdjęcia, a także rysunki, cytaty rozmów, "Kocham Cię bo..." itp. Bądźmy kreatywni!



Większość moich wpisów posiada datę oraz kilka słów na temat wydarzenia.

Prezent czasochłonny do zrobienia jednak ma swój urok, a efekt jest godny podziwu. Polecam to każdemu, kto jest cierpliwy. ;)

xoxo.


sobota, 4 stycznia 2014

Od czegoś trzeba zacząć

Witajcie kochani!
Postanowiłam z nowym rokiem założyć w końcu bloga, na którym będę mogła się z wami podzielić moimi pomysłami, inspiracjami i zainteresowaniami. Kilka osób prosiło abym pokazała światu co potrafię - czemu nie? Postaram się dodawać posty w miarę regularnie. Nie ograniczam się do jednego tematu. Znajdziecie u mnie na pewno coś z DoItYourself, coś z zakresów kulinarnych, coś o modzie i podobne. Mam nadzieję, że większości z was się spodoba! :)